|
Siemyślu Puck Mosinie Sokołowie Podlaskim
|
|
||||||
Domki całoroczne Kołobrzeg tel 388025136
Pokoje:3 os 40zł osoba4 os 110 zl osoba2 osobowy 80 zl osobaPolecamy:salon odnowy biologicznejgrillod wody50mKwatery prywatnekuchenkależakłazienkaobiady i śniadaniaK
Hotel Drozdowska w Siemyślu
Hotel Drozdowska w Siemyślu Posiadamy noclegi 6 os. Cena 20 os.Obiekt:salon piekności, spa, łózko dwu osobowe, wanna z hydromasażem, czajnik bezprzewodowy, obi
Pensjonat Puck tel 941600488
Pokoje:2 osobowy 90zł osoba4 osobowy 55 zl osoba2 osobowy 105 zl osobaProponujemy:spasalon pieknościod wody450mAkademikitaraskuchenka gazowasprzęt plażowyobiady i ś
Kwatera prywatna Lasota w Mosinie
Kwatera prywatna Lasota w Mosinie Polecamy noclegi 3 osobowy. Cena 100 os.Obiekt:salon odnowy biologicznej, disco, łóżko łaczone 2 osobowe, koc, parawan, śniadan
Ośrodek wypoczynkowy Brudnicka w Sokołowie Podlaskim
Ośrodek wypoczynkowy Brudnicka w Sokołowie Podlaskim Oferta noclegi 4 osobowy. Cena 170 os.Obiekt:centrum odnowy biologicznej, prywatna plaża, wygodne łózko wodne,
| |||||||
|
|
|||||||
|
stewia suknie Å›lubne Å›cianki dziaÅ‚owePoczu³ widaæ ch³ód bo szczelniej otuli³ siê szlafrokiem i d³onie zanurzy³ w rêkawy. Poniewa¿ siedzia³ w pewnej odleg³osci od biurka, krag lampy tylko g³owê jego wy³ania³ z cienia; sto¿kowate sklepienie ³ysej czaszki, twarz drobna i pomarszczona o waskich, zwiêd³ych wargach i z nosem, którego ostry zarys nadawa³ policzkom wyraz ptasiej drapie¿nosci. Spod pó³przymkniêtych powiek zaledwie widaæ by³o zrenice: nik³e, wyblak³e pasemko, nieruchome, uwiêzione, zdawa³o siê, w skorupie woskowej. „To jest mój ojciec?” - pomysla³ nagle Seweryn i ogarnê³o go zdumienie, jakby po raz pierwszy odkry³ nie znana dotad prawdê. Có¿ go w³asciwie z tym smiesznym, zniedo³ê¿nia³ym cz³owiekiem ³aczy³o? M³odosæ, która w sobie czu³, nie mia³a nic wspólnego z tamta przywiêd³a staroscia i sama mysl o prawdopodobieñstwie jakiegokolwiek powinowactwa wyda³a mu siê obra¿ajaca i wstrêtna. Mia³ wra¿enie, ¿e gdyby przez d³u¿szy czas przypatrywa³ siê ojcu, powtarzajac sobie jednoczesnie, ¿e to jest w³asnie ojciec, uczu³by wreszcie do samego siebie nienawisæ. „Gdybym mia³ kiedy tak wygladaæ - mysla³ - wola³bym nie ¿yæ. Có¿ bowiem mo¿e wynagrodziæ podobna wegetacjê, czym¿e siê jest, gdy przestaje siê przyciagaæ ludzi, a w ich oczach zamiast zainteresowania znajduje siê obojêtnosæ? A jednak kiedys... - Seweryn zagryz³ wargi. - Nie, nigdy!”
Wtem Gej¿anowski podniós³ g³owê i jego oczy, z wysi³kiem wy³uskane z woskowego okrycia, spoczê³y na Sewerynie.
- Wiêc chcesz jutro? - powiedzia³. - Dobrze... Zajdz do mnie rano, dam ci pieniadze na drogê.
Seweryn tak by³ przygotowany na odmowê, ¿e szybka zgoda ojca oszo³omi³a go.
- Dziêkujê ojcu - bakna³ zmieszany - ojciec nawet nie wie...
Gej¿anowski skrzywi³ siê cierpko.
- Dobrze, dobrze... Nie wysilaj siê na dziêkowanie. Obejdê siê bez tego, zapewniam ciê. Wiesz, ¿e nie lubiê podobnych scen, zw³aszcza o tak póznej godzinie. No, czas ju¿ spaæ!
Widzac, ¿e ojciec wstaje, podniós³ siê.
- Dobranoc ojcu.
Gej¿anowski zrobi³ kilka kroków w kierunku sypialni, ale przed progiem zatrzyma³ siê i z cienia, spomiêdzy podniesionych ramion dobieg³ jego skrzypiacy g³os:
- Wiesz ju¿ o tym?
Seweryn drgna³.
- O czym? - spyta³ niepewnie Przy wielkich kasztanach, znaczacych poczatek Sedelnik, Seweryn zwolni³ kroku. Wprawdzie droga i tu pomiêdzy pierwszymi, rzadko osiad³ymi cha³upami by³a pusta, od strony pola wies okuta mrokiem robi³a wra¿enie wymar³ej, wola³ jednak zachowaæ na wszelki wypadek ostro¿nosæ. Nie chcia³, aby zobaczy³ go ktokolwiek, pêdzacego noca jak opêtaniec. Obciagna³ p³aszcz, poprawi³ czapkê. By³ ju¿ spokojny. Wariacki bieg na oslep poprzez pola zrobi³ swoje. Pozosta³ po nim szybki oddech, mocne bicie serca i palenie policzków wysmaganych wiatrem, ale w³asnie z tymi jak gdyby ostatnimi dreszczami podniecenia by³o Sewerynowi dobrze.
Skrêcajac ko³o krzy¿a w g³ówna ulicê wsi, spojrza³ w kierunku plebanii: swiat³o nie pali³o siê. Za to, gdy mija³ posterunek, wyda³o mu siê, ¿e w g³êbi izby mignê³a sylwetka Nawrockiego. Nie bêdac jednak pewny, czy uleg³ z³udzeniu, cofna³ siê na przeciwna stronê drogi i w cieniu drzewa przystana³. Ale stamtad jasny prostokat okna ukazywa³ tylko wnêtrze izby: otwarte drzwi szafy, stó³, w g³êbi pó³ki z papierami. Drugie okno zamyka³a okiennica przepuszczajaca zaledwie waskie pasemko swiat³a. Jednak wysoki cieñ cz³owieka na scianie upewni³ Seweryna, ¿e pokój nie jest pusty. Bojac siê, ¿e mo¿e go ktos przy³apaæ na tym podpatrywaniu, chcia³ podejsæ bli¿ej, gdy w oknie ukaza³ siê Nawrocki. Sta³o siê to tak nagle, i¿ Seweryn odskoczy³ w ty³. Sucha ga³azka trzasnê³a mu pod nogami, zakla³ pod nosem. Dalej cofaæ siê nie móg³, mia³ poza soba parkan, gdzies w pobli¿u zacza³ ujadaæ pies, rozleg³y siê mêskie g³osy. W pierwszej chwili wyda³o siê Sewerynowi, ¿e Nawrocki dostrzeg³ go. Sta³ wiêc przyklejony plecami do p³otu, w obawie, ¿e najl¿ejszy ruch mo¿e go zdradziæ. Dopiero, gdy zda³ sobie sprawê z odleg³osci dzielacej go od Nawrockiego i z mroku, uspokoi³ siê. Nie mogac jednak uwolniæ siê od wra¿enia, ¿e spojrzenie Nawrockiego biegnie w jego kierunku, schyli³ siê i tak zgiêty, na palcach przesuna³ siê powoli poza niebezpieczne pole widzenia. „Trzeba teraz wziaæ siê w garsæ” - pomysla³ znalaz³szy siê z powrotem na drodze. Wszystko sz³o dotad jak najlepiej. Obecnosæ Nawrockiego na posterunku przekona³a go, ¿e siê nie omyli³ w przypuszczeniach. Co jednak mia³o oznaczaæ to „o dziesiatej” rzucone na po¿egnanie Litowce?
Zanim wszed³ do karczmy, spojrza³ na zegarek: nafosforyzowane wskazówki wskazywa³y kwadrans po ósmej. „£adny kawa³ek czasu prze³azi³em” - pomysla³. W tym miejscu by³o ju¿ nieco jasniej, zobaczy³ wiêc, ¿e buty ma w rozpaczliwym stanie, ledwie widaæ by³o skórê spod grubej warstwy gliniastego b³ota. Tym lepiej! Jeszcze raz poprawi³ p³aszcz i krokiem szybkim, jak gdyby wynik³ym z d³ugiego marszu, skierowa³ siê w stronê drzwi.
Litowka siedzia³ za kontuarem.
- O, pan in¿ynier! - zawo³a³ widzac wchodzacego.
Seweryn rozesmia³ siê swobodnie.
- Nie mo¿e pan narzekaæ, ¿ebym rzadko pana odwiedza³...
Zdja³ rêkawiczki, rzuci³ je na najbli¿szy stolik i zacza³ rozcieraæ d³onie.
- Zmarz³em! Niech mi pan da kieliszek wódki, ale du¿y, wie pan: taki pañski kieliszek.
Litowka zakrzatna³ siê ¿wawo.
- Ju¿ siê robi. A mo¿e szklaneczkê?
Seweryn skina³ g³owa.
- Niech bêdzie.
Nalewanie wódki zdawa³o siê ca³kowicie poch³aniaæ uwagê Litowki. Ale mimo dobrodusznie opuszczonych powiek, zda¿y³ obrzuciæ Gej¿anowskiego szybkim spojrzeniem.
- Najlepsza, jaka jest! - cmokna³ z zadowoleniem. - Dla znawców...
Seweryn ciagle usmiecha³ siê.
- Wszystko jedno jaka. Byle wódka.
- Pan in¿ynier by³ na spacerze?
- Tak - mrukna³ Seweryn.
Nie chcia³ siê przedwczesnie rozgadaæ. Wzia³ szklankê i t³umiac obrzydzenie, nie lubi³ bowiem wódki w tak du¿ej ilosci, wypi³ trunek jednym przechyleniem.
- Jeszcze? - przechyli³ siê przez szynkwas Litowka | |||||||