|
|
|
||||||
Camping Głazica
Posiadamy Camping Głazica 5 osobowe, 70 zł osoba, poza sezonem 10 zł.
Wypozażenie: barek z alkocholem, aneks kuchenny Wyzywienie: obiadokolacje do morza 50m basen grill na posesji Głazica - Trębacka Szymon Wodzyński - 522064370 Tematyka: hotele krakow rów agroturystyka noclegi sprzedam pensjonat domki campingowe nad morzem Głazica tanie hotele warszawa
| |||||||
|
|
|||||||
|
ścianki działowe stewia suknie ślubne- Nic nie szkodzi, zaczekam.
Z tyu, od strony kuchni, pada blask lampy. Dopiero teraz, w tym pcieniu Ksienia poznaa Gejanowskiego. Z miejsca zakrzatna si.
- A, to panycz! Prosz wejs. Niech panycz zaczeka. Zaraz zaswiec.
Wszed za nia do srodka, a Ksienia truchcikiem pobiega do kuchni. Wrcia z lampa.
- Tdy, o niech tdy panycz idzie, tu sobie w pokoju panycz zaczeka. Ksidza proboszcza tylko patrzy...
W pierwszej chwili Seweryn nie dostrzeg Michasia. Dopiero, kiedy Ksienia wysuna si na srodek i swiato lampy ogarno cay pokj, zobaczy chopca stojacego pod sciana przy oknie.
Tymczasem Ksienia, postawiwszy lamp na stole, dyskretnie si wycofaa. Seweryn poczu si troch nieswojo. Sta w paszczu, z czapka w rku, udawa, e rozglada si po pokoju, w rzeczywistosci jednak niczego nie widzia, ciagle bowiem czu na sobie uwany i nieufny wzrok chopca. Czeg on mi si tak przyglada, ten smarkacz? - pomysla ze zoscia.
Nagle zwrci si w tamta stron i uda zdziwienie.
- O, widz, e nie jestem sam!
Michas sta ciagle pod sciana, nie spuszczajac oczu z Gejanowskiego.
Teraz dopiero Seweryn zorientowa si, kim jest may. Sysza, e proboszcz ma wychowanka, ale sam tylko raz jeden widzia Michasia. Byo to jeszcze przed rokiem, ktrejs niedzieli. Chcac zatrze drobne, lecz nieprzyjemne starcie z ojcem, wybra si wwczas przykadnie na sum. Jeeli kiedykolwiek bywa na naboestwie, zatrzymywa si zawsze przed koscioem. Tym razem, poniewa pada deszcz, wszed do srodka. Nie mia zamiaru zapuszcza si gboko, ale stojacy przy wejsciu chopi zaczli rozstpowa si, musia wic, nie chcac zwraca na siebie uwagi, dojs do otarza. Jak kady, kto nie uczestniczy w naboestwie, przypatrywa si rozmaitym twarzom. Midzy innymi, ju pod koniec sumy, zwrci jego uwag chopiec suacy do mszy. Zadziwi go wwczas przez chwil niezwyka czystoscia i niewinnoscia spojrzenia. Czuo si, e ten kilkunastoletni dzieciak z gbokim i niefaszowanym przejciem towarzyszy ksidzu.
Seweryn odsuna od stou krzeso i usiadszy, wygodnie si rozpar.
- To ty jestes wychowankiem proboszcza, tak?
Michas skina gowa.
- A kto ja jestem, to chyba wiesz? Co, nie wiesz? artujesz! Naprawd nie wiesz? A to zabawny z ciebie chopak! Cos podobnego! Przecie tutaj najmniejsze dziecko powie ci, kim jestem. Nigdy mnie nie widziaes?
- Widziaem - odpar cicho.
- No wic?
- Ale nie znam pana.
- Jak to, widziaes i nie znasz? Poczekaj, poczekaj...
Rozesmia si Na pamiatk, e w czasie wojny si urodzi),
Dobrze, mj Tadeuszu, es si dzis nagodzi
Do domu, wasnie kiedy mamy panien wiele.
Stryjaszek mysli wkrtce sprawi ci wesele;
Jest z czego wybra; u nas towarzystwo liczne
Od kilku dni zbiera si na sady graniczne
Dla skoczenia dawnego z panem Hrabia sporu;
I pan Hrabia ma jutro sam zjecha do dworu;
Podkomorzy ju zjecha z ona i z crkami.
Modzie posza do lasu bawi si strzelbami,
A starzy i kobiety niwo ogladaja
Pod lasem, i tam pewnie na modzie czekaja.
Pjdziemy, jesli zechcesz, i wkrtce spotkamy
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy".
Pan Wojski z Tadeuszem ida pod las droga
I jeszcze si do woli nagada nie moga.
Soce ostatnich kresw nieba dochodzio,
Mniej silnie, ale szerzej ni we dnie swiecio,
Cae zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skoczywszy rolnicze.Na spoczynek powraca. Ju krag promienisty
Spuszcza si na wierzch boru i ju pomrok mglisty,
Napeniajac wierzchoki i gazie drzewa,
Cay las wiae w jedno i jakoby zlewa;
I br czerni si na ksztat ogromnego gmachu,
Soce nad nim czerwone jak poar na dachu;
Wtem zapado do gbi; jeszcze przez konary
Bysno jako swieca przez okienic szpary
I zgaso. I wnet sierpy gromadnie dzwoniace
We zboach i grabliska suwane po ace
Ucichy i stany: tak pan Sdzia kae,
U niego ze dniem kocza prac gospodarze.
"Pan swiata wie, jak dugo pracowa potrzeba;
Soce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
Czas i ziemianinowi ustpowa z pola".
Tak zwyk mawia pan Sdzia, a Sdziego wola
Bya ekonomowi poczciwemu swita;
Bo nawet wozy, w ktre ju skada zaczto
Kop yta, niepene jada do stodoy;
Ciesza si z nadzwyczajnej ich lekkosci woy | |||||||